czwartek, 16 lipca 2015

6 zielonych zabójców

Małe dzieci z reguły poznają świat rączkami, węchem i smakiem. To może stanowić duży kłopot, jeśli zetkną się z poniższymi roślinami - zielonymi zabójcami.

Pierwszym z nich jest, tak chętnie stawiana w domach roślina bożonarodzeniowa - gwiazda betlejemska

Co jest w niej zatrutego? W łodygach, liściach i owocach jest mnóstwo trucizny. Zjedzenie kwiatu może zatrzymać pracę serca. 

Dostałem to kiedyś od kogoś jako podarek bożonarodzeniowy. Teraz jak już wiem, że jest trująca to zaczynam się zastanawiać, czy podarek był szczery czy nieumyślny.

Nikomu już jej nie sprezentuję.




Ziemniaki - jemy je tak często, że nie zastanawiamy się nad ich szkodliwością.

Ziemniak jest szkodliwy zielony - wtedy zawarta w nim solanina jest tak stężona, że może wywołać śpiączkę. Dodatkowo nigdy nie można zjeść liści ani łodygi. Źle przechowywany ziemniak zaczyna kiełkować - wtedy lepiej go wyrzucić. W kiełkach oraz pod łupiną gromadzi się trucizna. Jeśli musisz już to jeść to odłup kiełki i grubo obierz. Obieranie ziemniaków jest ważne - nie rezygnuj z tego.

Zatrucie ziemniakiem może trwać do 70 godzin. Mówi się, że jeśli ktoś przeżyje pierwsze 2 doby to z niego wyjdzie.

Ten kwiat po prawej to konwalia. Wszyscy kojarzymy jej zapach. Z tego powodu pojawia się w wielu ogrodach. Jest szczególnie pielęgnowana... Nie wszyscy wiemy, że nie wolno jej spożywać. Po zjedzeniu zawarta w niej trucizna może zatrzymać nam serce. A co jeśli dziecko zje jej piękny kwiatek? Odpowiedź jest prosta: szpital, lub jak jest daleko to płukanie żołądka i wywołanie biegunki.
3. konwalia majowa - zatrzymanie akcji serca




Cis pospolity, czyli wiecznie zielone, czasem upstrzone czerwonymi kulkami drzewo. Idylla chciałoby się powiedzieć. Jak takiego nie wprowadzić do swojego ogrodu, jak nie podlewać i nie podziwiać? No jak? A co jeśli napiszę, że 50 do 100 igieł wystarcza aby zabić dorosłego człowieka? 

Co ciekawe najmniej trujące są osnówki owoców - te czerwone. Reszta zatruta, że hej.



Pokrzyk wilcza jagoda, czyli tak jakby jagoda ale inaczej. Aby lepiej zrozumieć jak działa trucizna zawarta w tej roślinie przypomnijmy sobie ostatnią wizytę u okulisty. Czy pamiętasz  moment zakropienia oczu atropiną aby źrenice powiększyć?

Tak, pokrzyk jest pełen atropiny. W każdym miejscu.

Co ciekawe wysuszone młode listki stosuje się jako lek rozkurczający... 


Tojad czyli mój faworyt. 

Faworyt, gdyż nie zdawałem sobie sprawy z tego od jak dawna ród znad Wisły i Odry go znał, a ja nie znałem. Pamiętasz filmy o Indianach, gdzie wojownicy używają kurary do zatrucia ostrza? W Polsce używano tojadu. 

Co ciekawe 2 gramy suszu z rośliny kładą dorosłego człowieka do trumny. Objawy zatrucia zaczynają się od drgawek, a kończą pod ziemią.



Po napisaniu tego tekstu zacząłem się zastanawiać dlaczego z tej szóstki wiedziałem tylko o pędach ziemniaczanych i wilczej jagodzie. Czyżby w dobie technologizacji, cyfryzacji człowiek tracił łączność z naturą? Ona przecież trwa od setek tysiącleci, a nasza cywilizacja dopiero kilkaset lat...

piątek, 22 maja 2015

Leki antywirusowe

Zdarzyło mi się ostatnio w nocy pojechać do lekarza - tak, tego dużurnego. Była 4 rano - nie mogem spać w związku z bólem gardła to pojechałem. Wrażenia z wyjazdu bezcenne.
Po pierwsze EWUŚ - czyli cudowne dziecko NFZ powiedział lekarzowi, że nie jestem ubezpieczony podnosząc mi tym samym ciśnienie i udowadniając jak możemy liczyć na ten system. Podpisałem jakiś papier, który mi podsunięto pod nos i mogłem już zobaczyć lekarza.
Lekarz został obudzony specjalnie dla mnie. Po jej, bo była to kobieta, minie bez problemu dostrzec można było niezadowolenie, choć próbowała to przykryć uśmiechem. Zostałem zbadany i wydano diagnozę: wirusowe zapalenie gardła (a tak mnie bolało, że nie mogłem spać), kupić leki antywirusowe i jechać do domu. Leków nie kupiłem.

Jakiś czas temu pojawiły się na rynku leki antywirusowe. Znam na ten moment dwa Neozine i Apo-Napro. Nie reklamuję ich bo nie o to tu chodzi. Kiedy urodziło mi się pierwsze dziecko, czyli w 2011 roku, byliśmy z nim u lekarza.

Pani doktor uwczas stwierdziła, że zapalenie jest wirusowe, a na wirusy leków nie ma - trzeba odchorować i już. Mamy 2015 rok i nagle są 2 leki? A może ktoś znakazł lukę i sprzedaje nam placebo, które nie szkodzi? Oceń sam.

Opiszę experyment jaki ostatnio zrobiłem. Otóż zachorowałem na coś wirusowego - niestety dzieciaki także. One brały leki antywirusowe, a ja nie brałem. Leczyłem się czosnkiem. I co ciekawe szybciej wyzdrowiałem ja. Poddaję więc pod wątpliwość stosowanie tych leków - dla mnie to placebo.

Teraz o czosnku. Czosnek to naturalny antybiotyk. Jedzony z umiarem w naszej diecie powoduje, że znacznie mniej chorujemy. Z umiarem oznacza ząbek czosnku tygodniowo - gdzieś w potrawach.

Dawka lecznicza to 1 ząbek dziennie (najlepiej na noc). Osobiście preferuję pociąć na plasterki i położyć na kanapce z masłem. Ważne aby go rozgryzać w ustach - jeśli masz zapalenie gardła.

Na zdrowie!

poniedziałek, 8 grudnia 2014

Jak wysikać swój mózg

Informacje, które za chwilę przeczytasz są poparte badaniami naukowymi. Zaczniemy od tego z czego składa się mózg człowieka. W szkole można dowiedzieć się o istocie białej i istocie szarej. Istoty złożone są z wielkiej ilości neuronów - komórek przetwarzających lub magazynujących dane.  Wiadomo także, że każdą komórkę należy odżywić i natlenić aby nie obumarła. To czego się nie dowiemy, to na przykład porównania wielkości komórek oraz faktów z tego wynikających. 

Każdy neuron jest podpięty do tylko jednego naczynia włosowatego dostarczającego mu składni odżywcze. Kanał pomiędzy naczyniem, a neuronem jest tak wąski, że mieści się tam tylko pojedyncza krwinka czerwona. Wyobraźmy sobie, że coś oblepiło wejście do tego kanału. Neuron nie otrzymuje tlenu ani składników odżywczych - mija 7 godzin i obumiera.
Wyobraźmy sobie teraz, że zatruliśmy czymś naszą krew. Czymś tak małym, że bez trudu przedostaje się przez naczynia włosowate. Czymś tak dużym, że zalepia wejście do neuronu. W końcu czymś tak powszechnym, że mija dużo czasu zanim nasz organizm poradzi sobie z zagrożeniem. A co jeśli zatruwamy organizm często - raz, dwa, a może trzy razy na tydzień?

Kto by chciał zjadać truciznę? To pytanie jest retoryczne. A co jeśli nie wiemy, że coś jest trucizną?

Wyobraźmy sobie teraz spożycie dużej ilości trucizny. Obumrze znaczna ilość neuronów. Co zrobi nasz organizm aby się obronić? Pamiętajmy, że obumarło wiele komórek - trzeba je usunąć z naszego mózgu. Organizm pośle w stronę głowy dużą ilość wody. Woda 'wypłucze' te martwe komórki, a my odczujemy wielki ból głowy spowodowany nagłym wzrostem ciśnienia w czaszce.

Czy pamiętasz ostatniego kaca? Czy bolała Cię wtedy głowa? Tak właśnie wysikujesz swój mózg. Jak wtedy z koncentracją i koordynacją? Wysikana, a mózg z trudem ją odtwarza.

Zapewne zapytujesz się teraz jaka jest bezpieczna dawka alkoholu dla polaka? Odpowiedź jest prosta dla polaka jest to 0. Kolejne pytanie: dla kogo dawka bezpieczna istnieje? Odpowiedź brzmi: dla narodów, które od tysiącleci posilają się winogronami. To jedyne owoce, które potrafią zamienić się w alkohol podczas trawienia.

Na zdrowie.

środa, 26 listopada 2014

5 kilo w 3 miesiące

Kilka razy podchodziłem do tematu masy swojego ciała. Były diety, wyrzeczenia, post i inne ceregiele. nic to nie dawało. Odpuściłem. Minął kwartał, a ja ważę 5 kilo mniej. Chcesz poznać mój sekret? Obrazek po prawej wyjaśnia wszystko. 

Co przyszło tobie do głowy? Tak, masz rację, do pracy chodzę piechotą. 3,5 kilometra spowodowało spadek 5 kilo w kwartał.

A czy Ty chodzisz do pracy?

Na zdrowie.

wtorek, 11 listopada 2014

K2CD

Co Tobie mówi ta Tajna zbitka literek? Tajna organizacja? Skrót, a może kombinacja skrótów?

K2CD to spis witamin, które producenci żywności przed nami ukrywają. To witaminy, dzięki którym zapobiega się raku i miażdżycy, podnosi stan zdrowia i zmniejsza ilość wizyt u lekarza. Poniżej ich krótki opis. Zwracam uwagę, że suplementacja nie jest nam potrzebna - wystarczy poprawny sposób odżywiania się.
  • K2 - to witamina, która jest często mylona przez lekarzy i farmaceutów z witaminą K1. Zapytaj, a zobaczysz. Naturalnie jest dostępna w dużych ilościach w NATTO, czyli sfermentowanej soi - dobrze się to wchłania. Są różne suplementy, ale wchłanialność z nich jest niewielka. W Polsce znajduje się w kiszonej kapuście. Główne właściwości ukryte to: anty kancerogenność oraz w pewnych połączeniach odwraca proces miażdżycowy.
  • C - to witamina bardzo popularna i znana. Niewielu jednak wie, że istnieje terapia anty kancerogenna, które wykorzystuje właściwości witaminy C. Terapia jest dość skomplikowana, a podawana witamina C jest w dużych ilościach i uwaga - dożylnie. Stosowane dawki podane doustnie pogoniłyby nas do toalety. Dużo witaminy C jest w wątrobach smażonych na patelni z jabłkami, które zniknęły z polskich stołów.
  • D - to witamina słoneczna. Jeśli masz małe dzieci to wiesz, że zaleca się podawanie witaminy D do drugiego roku życia - jako suplement. W produkcji farmakologicznej jest tania. Można ją też zbudować w swoim organizmie samemu. Wystarczy 3-5 minut południowego słońca dziennie. Jak nie ma słońca - 3-5 minut w solarium przy odpowiednich lampach. Witamina D w dużych ilościach w pewnych połączeniach odwraca proces miażdżycowy.
Więcej o właściwościach tych witamin i innych ciekawostkach dowiesz się uważnie słuchając poniższego wykładu. Zapraszam

czwartek, 23 października 2014

Szczepionka i może autyzm do tego

Taki mały apel poniżej. Apel, a może przestroga? Ja szczepiłem tymi szczepionkami i niestety moje starsze dziecko dostało neutropenii. Obyś trafił(a) na ten film zanim zaczniesz myśleć, że ukłucie strzykawką to dla bobasa trauma. Jedno czy dwa ukłucia nie robią różnicy dziecku. Zobacz jakie możesz ponieść konsekwencje swoich decyzji. Masz małe dziecko? Będziesz miał(a) dziecko? Noworodka? Obejrzyj proszę.


środa, 24 września 2014

Chemia słodkich przyjemności

Jemy. Pracujemy, aby później zjeść, odpoczywamy, a później znów jemy. Jemy coraz więcej. Symfonia smaków towarzyszy nam codziennie. W każdej budce z gazetami możemy skusić się na kolorowy batonik o egzotycznym smaku. W kolejce do kasy w supermarkecie otaczają nas słodkie przyjemności. Rogaliki, cukierki, batoniki, drożdżówki - wszystko to słodko kusi.

Czy zwracasz uwagę na to, z czego zrobione są te produkty? Wiesz jaki słodzik został użyty do osłodzenia? Czy wiesz, czego się wystrzegać? Ten artykuł jest właśnie o tym. Poniżej zestawienie najpopularniejszych słodzików. Te najzdrowsze są na końcu. Zaczynam od tego, czego należy się wystrzegać - jak ognia!

  1. Syrop glukozowy, fruktozowy i glukozowo-fruktozowy. Wymienione to związki pozyskiwane z kukurydzy (przeważnie GMO), ale nie to jest w nich najgorsze. Syropy, choć tanie w produkcji, po spożyciu przez człowieka powodują: przyspieszoną otyłość, może wywołać cukrzycę i zespół jelita drażliwego. To tylko kilka z zagrożeń. Stosuje się go masowo z uwagi na bardzo niską cenę produkcji. Mówiąc szczerze nie jem nic z tym g**nem.
  2. Aspartam - na liście jest drugi, bo jest go coraz mniej w produktach. Za drogi i źle postrzegany przez konsumentów. Niestety, jest sprzedawany pod ponad dwudziestoma nazwami handlowymi, czyli jeszcze nie do końca zniknął ze stołów. E951. Należy zapamiętać i nie kupować nic z tą chemią. Cały czas trwają badania nad aspartamem. Wiele firm chemicznych jest żywo zainteresowana, aby go 'wybielić' i schować pod dywan jego kancerogenność. Podobnym do aspartamu jest negotam (E961).
  3. Acesulfam K (E950) - to jeden z mniej zbadanych słodzików. Jest ok 50 razy słodszy od sacharozy. Co ciekawe, jest odporny na sterylizację, a nasz organizm wydala go w postaci niezmienionej - nie trawi. Od razu przypomina mi się tabletka na tasiemca... Podobne do niego związki to cyklaminiany (E952) i sacharyna (E954). Wszystkie trzy podejrzewa się o kancerogenność. Niestety, badania, które wykazały szkodliwość są na zlecenie firm chemicznych powtarzane. Co do wyników, to zostawiam je bez komentarza... Do ostatniej trójki dołączam jeszcze dulcynę, została jednak wycofana całkowicie z produkcji.
  4. Mannitol (E421), sorbitol (E420) i ksylitol (E967) to ostatnia grupa słodzików, których prawdopodobnie nie znasz. Ich wzory i struktury chemiczne są podobne, choć właściwości zupełnie inne. Mannitol powoduje np. zakrzepicę, a ksylitol wykańcza psy - konkretnie ich wątroby. Sorbitolu nie zaleca się dla dzieci poniżej trzech lat. O ksylitolu można powiedzieć tyle, że przeciwdziała próchnicy.
  5. Cukier biały i cukier trzcinowy. To co znamy najbardziej. Cukier otrzymywany z buraka cukrowego lub trzciny cukrowej. Produkcja z buraka jest tańsza, niż tego z trzciny, co oddane jest w cenie. Cukier trzcinowy swoją barwę i smak zawdzięcza zanieczyszczeniom. Nie ma pomiędzy nimi praktycznej różnicy. Ze względu na proces produkcji trzcinowy wypada ciut lepiej.
  6. Miód. Nie wszyscy go lubią. Mnie osobiście miód nie za bardzo pasuje. Może przybierać postać płynną lub krystalizować. Prawdziwy powinien skrystalizować przy dłuższym przechowywaniu. Po tym co przeczytałem, aby napisać te powyższe kilka zdań to zacznę go jeść. Prawdziwy miód się nie psuje. Nigdy. Jest to jedyna substancja spożywcza na Ziemi, która się nie psuje i nie posiada terminu przydatności.
Od dziś tylko miód! Smacznego!

poniedziałek, 22 września 2014

W Ciechocinku, tam gdzie dom zdrojowy - inhalacje

W Ciechocinku są tężnie - drewniane, wiekowe konstrukcje służące poprawianiu składu powietrza. Nie ma w nich ani jednego gwoździa. Wszystko jest łączone drewnianymi klinami. Dzięki tężnią w powietrzu znajduje się dużo słonej wody, której wdychanie jest zbawienne dla alergików, zakatarzonych i kaszlących. Wodę z solą, czyli solankę,  wtłacza się na górę (ok 10-12 metrów) dzięki sile wiatru, choć częściowo robią to pompy.Następnie dzięki sieci kanałów i korytek jest ona dystrybuowana po całym dachu tężni i upuszczana w dół. Tam na wodę czeka już specjalnie wyselekcjonowany chrust. Po spłynięciu na sam dół trafia ona do koryta, które prowadzi ją do drugiej tężni. Taki proces jest powtarzany na trzech tężniach. Solanka w końcu trafia do warzelni soli, gdzie produkuje się z niej sól.

Do Ciechocinka jeździ pół Polski zażywać uroków tężni i leczyć schorzenia górnych dróg oddechowych. Co zrobić jeśli nie mieszkamy w pobliżu tego uzdrowiska, a potrzebujemy inhalacji? Dla przykładu mamy chore małe dziecko, katar płynie rzeką, a frida nie działa.

Taki mały Ciechocinek możemy zrobić w domu. Wystarczy inhalator. Zasadniczo są dwa typy inhalatorów domowych - kompresyjne oraz termiczne. 

Termiczne pojawiły się na rynku dawno temu. Ich działanie polegało na tym, że dzięki energii elektrycznej nagrzewała się dusza aparatu. Jej ciepło powodowało parowanie płynu, którym wypełniona była miska inhalatora. Płyn parował, człowiek miał wdychać. Aby para nie uciekała w powietrze wymyślano okładanie głowy ręcznikiem lub stosowanie kapsuły inhalacyjnej. Wadą tego sprzętu były znaczna wielkość, za dużo pracy oraz gorące elementy. To spowodowało, że pojawił się następca - inhalator kompresyjny.

Jego działanie polega na kompresowaniu płynu, który poddany wysokiemu ciśnieniu paruje. Zestaw składa się z kompresora, wężyka i inhalatora. W tym ostatnim znajduje się płyn inhalacyjny. Dołącza się do tego maseczkę minimalizując straty pary. Płynu wlewa się mało, całość bardzo łatwo jest umyć. Można schować do małego pudełka wielkości małej szkatułki. Wadą tego sprzętu jest kompresor, który podczas pracy jest dość głośny. Dodatkowo tłok jest osadzony w plastikowej osłonie, z której łatwo się wyswabadza. Niestety plastik jest po to, aby kupić drugi inhalator za 5-6 lat.

Inhalacja w obu przypadkach powinna trwać 5 do 15 minut. Po takiej sesji dziecko prześpi spokojnie całą noc. Dorośli powinni inhalować się tak, aby opróżnić nos, przestać kaszleć lub oczyścić gardło - wg potrzeb. Ważne aby inhalować 2-4 razy dziennie.

Moje dzieci nie mogły znieść sopelka ani fridy. O gruszce nie wspominam, gdyż nie jest już zalecana. Inhalować zaczynamy przy katarze i kaszlu. Pierwszego dnia - od razu. Noce są wtedy przespane, dzieci mniej zmęczone, a choroby odchodzą szybciej. Jeśli zastosujemy takie zasady to nie zagrozi nam zapalenie oskrzeli i płuc.

Na zdrowie!

poniedziałek, 15 września 2014

Piwo bydlęce

Kupujesz puszkę albo butelkę. Chłodzisz w lodówce, a latem w strumyku. Czekasz na odpowiedni moment. Otwierasz i słyszysz charakterystyczne psssst. Wlewasz do zimnej szklanki. Pojawia się charakterystyczna piana - czasem na 2 palce. Przechylasz szklankę i delektujesz się smakiem. To właśnie sprzedają nam reklamy dystrybutorów i producentów piwa. 

Swojego czasu spożywałem dość dużo tego trunku. Zastanawiało mnie skąd jest tak duży rozstrzał cen i smaków. Czy piwo da się podrobić?

Piwo, jak piszą znawcy powstaje przy okazji fermentacji mieszaniny różnych składników. W jej skład wchodzą słody (jęczmienny lub pszeniczny), chmiel, woda i drożdże. Te drożdże to oczywiście nie takie, jak do piekarnictwa czy do wina. Prócz składników potrzebny jest jeszcze czas oraz wiedza jak owo piwo wyprodukować.

Wybrałem się na wycieczkę do jednego z browarów - tego w Poznaniu. Przejeżdżałem w pobliżu, to pomyślałem stanę i wejdę. Wycieczka była przednia - nic nie kosztowała. Mogłem zobaczyć kilometry rurociągów, taśmę myjącą butelki w tempie 3 na sekundę oraz nalewak, który z podobną prędkością nalewał i kapslował butelki. Na koniec każdy uczestnik otrzymał kupon na piwo z kija. Kij był podpięty pod zbiorniki, więc piwo było ekstra. Barman podał je w wymrożonym pokalu. Taki smak miałem w ustach tylko raz. Nawet jak zdarzyło mi się kupić to samo piwo, co w browarze, to smakowało jakoś inaczej.

Skąd ta różnica? Eksperci twierdzą, że piwo nie powinno stać. Po przygotowaniu i odleżeniu swoich 3 tygodni należy je dość szybko spożyć. Wtedy zachowa swoje właściwości. Piwo może leżeć w szkle lub puszcze ok 6 miesięcy. Tu pojawia się pierwszy wniosek - nie kupuj piwa, które ma mniej niż 5 miesięcy do daty przydatności. Jego smak jest już mocno odległy od doskonałości.

Przeszukałem także internet w poszukiwaniu informacji, jak obniżyć koszt wytworzenia piwa, czyli jak oszczędzają na jakości producenci. Wyczytałem, że w Polsce zamiast chmielu do piwa dodaje się bydlęcej sproszkowanej żółci. Żółć miała być tańsza i sprowadzana z Chin. Miała nadawać słomkowego koloru i lekkiej goryczki. Nie udało mi się potwierdzić tej informacji. Wiem jednak, że kolor piwa zależy od mieszanki słodów użytych do jego produkcji. 

Wyczytałem też, że na wyprodukowanie pół litra piwa potrzeba dwóch szyszek chmielowych. To dość niewielka ilość, więc nie martwię się bydlęcą żółcią. Mamy tyle chmielu w Polsce, że dużo eksportujemy do Niemiec. Może w USA stosują żółć, w Polsce raczej nie. Wygląda, na to, że muszę zbadać więcej piw dostępnych na rynku. Jak znajdę takie z żółcią to na pewno o tym napiszę.

Pozostaje jeszcze sprawa konserwowania piwa. W Polsce piwo się pasteryzuje i nie dodaje się żadnych konserwantów. Piwa niepasteryzowane mają znacznie skróconą datę przydatności do spożycia. Zerknij na etykiety i nadruki z numerami partii. Jedynym składnikiem dodatkowym, jaki znalazłem na etykietach to kwas askorbinowy - witamina C.

Smacznego!

niedziela, 14 września 2014

Lody

Wybraliśmy się wczoraj na lody. W okolicy nie ma żadnej 'budki' z lodami. Budka, to takie miejsce, gdzie można kupić lody z maszyny, takie wytłaczane na naszych oczach. Są świeże, więc lepsze niż te lodówkowe.

Niestety nie ma nic w pobliżu to sobie myślę idziemy wziąć coś z lodówki. No to poszliśmy. Oczom naszym ukazała się lodówka, wielka, zimna i pełna smakołyków, jako przestwór oceanu. Chwilę trwało wybieranie. Przed zakupem jeszcze ostatnia kontrola jakości - sprawdzamy z czego to jest zrobione. Ku mojemu zdziwieniu byliśmy zmuszeni odłożyć wszystko do lodówki i wybrać wino. Co znaleźliśmy w lodach opisuję poniżej:
  1. pełno cukru, mleka, mleka skondensowanego, śmietanek itd... wszystko ok, chemii brak!
  2. syrop glukozowy - jak wiadomo 'dostawca' cellulitu
  3. guma guar, mączka chleba świętojańskiego - też w miarę
Ale ten syrop, po co oni go tam dali. W niektórych lodach znalazłem syrop skrobiowy zamiast glukozowego. Myślałem, że dziś wrócę do sklepu i jednak lody kupię:) A tu się okazuje, że syrop glukozowy, to to samo co syrop skrobiowy. Niektóre firmy wystraszyły się złej sławy syropu glukozowego i zaczęły nazywać go skrobiowym. Fuj-fuj!

Następne lody zrobię sam. Ewentualnie namówię żonę, to zrobi. Przynajmniej nie będzie syropu glukozowego, a smak? Smak tych domowych jest jeszcze lepszy!

Na zdrowie!